niedziela, 8 kwietnia 2018

Asertywność

Czas mówić nie.

Wielokrotnie robię coś, czego nie pragnę, tylko dlatego by nie wyjść na nieuprzejmego. Po to aby nie sprawić komuś przykrości, by nie zostawiać kogoś samego z zadaniem.

Ale czy ci ludzie pamiętają o mnie? Otóż nie. Pora dorosnąć, pora żyć, a nie tylko przeżywać życie. Asertywność jest tu kluczowa, zwłaszcza by zachować równowagę między pracą, a życiem osobistym.

Za oknom robi się coraz piękniej, a ja nie chcę spędzać kolejnych dni przy papierach, przy przygotowaniach się do zajęć, do nowych durnych wymysłów z KO, czy kogokolwiek innego. Skoro są takie wyspy gdzie lśnią, jednocześnie odrzucając cały ten kram papierów i bzdur wymyślanych ot tak dla zasady, to ja chcę należeć do tej lśniącej części - odmawiam wykonania tego zadania. Oj czas rozłożyć zadania równomiernie, a nie tylko kilku osobom.

Prima aprilis 
P.S. Czy Was też oszukała ministra Z? Tak jak pora w której weszła w życie żałosna podwyżka, tak też i jej wypłacalność, a raczej niewypłacalność jest żałosna.
Jak wykształcić nowe mądre pokolenie, skoro oszczędza się na sektorze, który jest podwaliną do wszystkiego, co nastąpi dalej w życiu tych jeszcze młodych istot.

Czy utrzymywanie bezrobotnego, nieogarniętego obywatela jest naprawdę tańsze, niż wykształcenie go by radził sobie w życiu samodzielnie, płacą przy tym podatki, z których to państwo może potem w coś inwestować?

sobota, 7 kwietnia 2018

Wiosna

I przyszła sobie
Jeszcze chłodna,
podoba się Tobie?

Jest mroźna,
ale to wiosna.

Lubisz ją?
Ja? Ja? O tak.

Zwłaszcza gdy, 
(...) gdy świeci

poniedziałek, 2 kwietnia 2018

na wsi

Mój los dziwnie się potoczył.

Dziś znowu jestem tutaj, skąd przed laty uciekłem. Wróciłem do domu rodzinnego. Co prawda jest tu już zupełnie inaczej niż było, no ale jednak ...

Teraz mieszkam tutaj w prawdzie sam, no może nie do końca sam, bo z pieskami ... Rodzice wyjechali "za gramanice" i tam próbują szczęścia.
Szczęścia? Hm ... no można tak powiedzieć, próbują spłacić swoje długi jakie zaciągnęli, bo z pracą w najbiedniejszym rejonie kraju, to nie ciekawie. Ale co ja będę wam tu smęcił o słabych zarobkach (już o tym było).

Czasem sobie myślę, że ten spokój panujący na wsi, jest po prostu czymś pięknym. Chociaż z drugiej strony to tęsknię za tym co było w mieście.
Mieszkanie świeżo odmalowane, piękne gładziutkie ściany, ciepło z grzejnika, woda ciepła bez ograniczeń, klatka schodowa posprzątana (no może nie zawsze), blisko do sklepów, blisko do galerii, więcej prywatności.
A tu? Tu dalej ten ponad 100 letni dom, ściany trzeba byłoby wyszpachlować, albo położyć płyty (tego chciałaby mama), zrobić podłogę - położyć panele, nie ma centralnego, są piece kaflowe - kurzy i brudzi się non stop, do sklepów daleko, a już nie mówiąc o galerii -
To wszystko można sobie odpuścić i życie na wsi zaakceptować. Nie jest najgorzej, lecz jaka jest tu perspektywa przyszłości?
Trudno powiedzieć. Ja na swojej wyspie pewnie pracować wiecznie nie będę, a co potem? Co dalej? Gdy misiek wróci do Polszy to będzie musiał znaleźć gdzieś pracę, a skoro bylibyśmy na wsi, to jak? Wtedy trzeba by było znowu przeprowadzić się gdzieś indziej, do miasta - pobliskie miasteczko jest zbyt małe i ryzykowne byłoby tutaj zamieszkać. Stolica regionu jest dalej i tam już jest inaczej, można żyć.

Zastanawiam się dlaczego jeszcze nie zrobiłem kroku do przodu i nie zmieniłem pracy. Nie jest to takie proste, ale może los się uśmiechnie i znajdzie się praca gdzieś w innym miejscu. Tylko czy dostanę etat? Koleżanka po reformie straciła nadgodziny jak również 3 godziny z etatu. Kolega ma tylko etat, ale nie w naszej dziedzinie. Jak przeglądałem oferty to max. co mogli zaproponować to było 15 godzin. Nie wspominając tych ogłoszeń z 2 godzinami ...
Ja na obecnej wyspie mam półtora etatu - więc raj - którego zazdroszczą mi inni. Co z tego jak zadowolenia z pracy momentami nie ma. Wszystko przez podejście ludzi oraz nastawienie dzieci do nauki - a raczej jego brak. Brak jakichkolwiek aspiracji, chęci, upodobań - totalne zero. 90% chodzi z przymusu, albo by zjeść posiłki ciepłe, by rodzice mieli spokój pół dnia w domu, by na wyspie się powygłupiać, poodwalać i pozbijać bąki w "stołki".
Ciężkie czasy nastały.

P.S.
Dopiero w święta znalazłem chwilę czasu by napisać, bo w tygodniu to ta moja praca pochłania mnie doszczętnie. Przesadzam z tym czasem ile go poświęcam na nią. I już wiem, że nie warto, nie za te pieniądze, nie za te podziękowanie jakie się otrzymuje od dyrekcji, rodziców i dzieci.

Niech te ostatnie godziny świat będą dla Was pełne odpoczynku po świątecznych wojażach ;-)




czwartek, 8 marca 2018

a gdzie życiowy power!?

Siedzę sobie tak i rozmyślam, że wszystko jest takie wątłe w moim życiu. Od pewnego czasu jest tylko gorzej, gorzej i gorzej.

Nie piszę na blogu, bo bo ... bo chyba wstydzę się sam siebie i swojego życia. Może to nie jest wstyd, a bezsilność.
Nie będę ukrywał jestem typem człowieka, który chce mieć wszystko pod kontrolą, a życie jest tak nieobliczalne, że nic nie jest pod moją kontrolą. Duszę się w tym wszystkim, a nie umiem płynąć inaczej, gdy wszystko takie wątłe.

Mój tydzień wygląda tak, że od rana do nocy jestem w pracy. Od rana na wyspie, a po powrocie do domu dalej ślęczę nad jakimiś materiałami. Dziś TIK zagościł na dobre na wyspę i wszystko kręci się wokół niego. O ile ja sam w sobie jestem jego cholernym wielbicielem, to złożoność tematu i bieda wszędobylska sprawia, że to praca na ugorze.
W nagrodę zostaję posądzony o co!? A no o to, że to właściwie nic innego nie robię, tylko w przeciągu 45 minut wymyślam co to wpisać za uwagę. Bo przecież takiej sytuacji nie było.

- No powiedz prawdę! Nie bój się! No powiedź, było tak jak pan napisał?
-- Xxx to jak było tak czy nie?
Ja - mowę ci odebrało?
Xxx - tak (ledwo wyszeptane słowa)
-- Czyli pan miał rację wpisując taką uwagę. Nie zmyślił sobie tego.
- No powiedz prawdę! Nie bój się! - dalej woła mum.
-- Czyli tak było. Mam tu dalej prosić wychowawców i wyjaśniać zachowania?
CISZA
- To pan tylko Xxx obserwuje?
Ja - słucham? Nie, proszę pani - . Nie sposób nie widzieć jak Xxx bierze przedmioty do buzi i imituje zachowania o podtekście seksualnym. Po mojej pierwszej uwadze (słownej) na takie zachowanie, nie ma poprawy, co więcej po chwili powtarza je z innym przedmiotem.
...
Ja - ja nie jestem od lubienia czy też nie. Jestem od tego by nauczyć, ale w warunkach normalnych. A zachowania pani syna w widełkach normalności się nie mieszczą. Dziękuję. Żegnam!
Odchodzę!

Rozumiem, że kobieta chciała bronić dziecko, lecz nie pozwolę sobie na to by ktoś bez pojęcia o mojej profesji próbował mnie pouczać, co więcej insynuować mi, że to ja źle zinterpretowałem ww. zachowania.
Jeśli tego typu wybrykom towarzyszy komentarz, że te przedmioty to penis a jego język je liże - to tu źle zinterpretować się nic nie da.

A już szczytem głupoty owej mum był komentarz dnia wcześniejszego, że może on powinien zrobić z tego użytek. Skoro z nauką jest na bakier, to może mógłby ... - Obawiam się, że chyba nie jest świadoma co powiedziała i w czyim kierunku...

O ile ogólna sytuacja się z deka poprawiła po feriach, to mam coraz to większe wątpliwości, czy warto poświęcać wszystko walcząc o jedno marzenie!?

Bardzo lubię swój zawód. Wiem, że żyję. Wszystko to robię z pasją i zaangażowaniem. Fakt, że zajmuje mi to mnóstwo czasu, że gdzieś w odstawkę inną wszystkie inne sprawy, to jednak nie wyobrażam sobie robić coś innego.
ALE!
Coraz częściej miewam stany załamania nerwowego. Coraz częściej czuję zmęczenie już w połowie dnia. Coraz częściej odczuwam wątłość mego życia.

Gdyby nie to, że buduję sobie świat w moich myślach to obawiam się, że mógłbym zwariować i cierpiał bym na bezsenność. A tak przenoszę się do wyidealizowanego światka i zasypiam.

Budzę się rano i z zachwytem przedzieram się przez rutynowe czynności o poranku. Rutyna? Tak, ale docelowo praca każdego dnia niesie z sobą coś nowego. Nigdy nic nie jest pewne.

Jak obudzić się z życiowego marazmu?
Czy wszędzie jest tak samo?
Czy warto próbować?
Czy duże odważne kroki, to nie zbyt duże ryzyko?
Jak odnaleźć wewnętrzny spokój?

P.S.
Tak dziś jest Międzynarodowy Dzień Kobiet
z tej okazji
moim czytelniczkom, o ile jeszcze takie są ;-)
Najserdeczniejsze Życzenia 
Wszystkiego Najlepszego,
Sto lat
oraz spełnienia marzeń!!!


poniedziałek, 1 stycznia 2018

W Nowym Roku

Z okazji pierwszego wpisu w Nowym Roku przesyłam najserdeczniejsze życzenia:

Zdrowia, zdrowia, szczęścia,
pomyślności, niech uśmiech,
na Waszych twarzach zagości :-)
Płomiennej miłości,
dużo radości,
chwil spędzonych z bliskimi
i spełnienia pod każdym względem :-)

Wypijmy do dna za tem 2018 rok ^^ 

Domóweczka moja się udała, goście zaproszeni Art i jego nowy chłopak wyszli zadowoleni, krótko po 5, także narzekać nie ma co. No może tylko na to, że jakoś mało jedli, bo bardzo dużo zostało tej szamy :D Kaca nie było, aż dziwne :D Głowa nie bolała, to dobrze :-) Wyspać się wyspałem! Totalne lenistwo dzisiaj mam :D :D :D 
Na poczcie widzę już zadania od pracoholików z wyspy dostałem, ale dziś mam na nie delikatnie mówiąc wywalone :-) 
Święto jest, a ja w święto nie pracuję - haha postanowienie noworoczne, a tych trzeba się trzymać, przynajmniej na początku, stwarzać takie pozory ;-) ^^ 

Dobrze by było przeczytać jakąś książkę - także zmykam do łóżeczka pod kołderkę z książeczką ^^ może nie zasnę, hihi 


Wiem, że teraz uroczy Alvaro Soler jest na topie. 
Niektórzy mają już go pewnie dość, ale jest Nowy Rok - tabula rasa - można posłuchać ;-) 




sobota, 30 grudnia 2017

Stary rok ku końcowi sie zbliża...

Jak na bloggera przystało, należy podsumować miniony rok. Strasznie tego nie lubię, bo wydaje mi się, że niczym specjalnym się nie zasłużył...

Jakoś nie umiem cieszyć się z małych rzeczy, a tym samym z tego co się w minionym roku dokonało.

* pracuję na wyspie i to się nie zmieniło;
* w wyniku pewnych zawirowań spełniło się moje marzeni, jakim było posiadanie MacBook Air - jestem szczęśliwy z tego powodu - no dobra szczęśliwy to za dużo powiedziane, ale cieszę się bardzo;
* pierwszy raz od niepamiętnych czasów odpoczywałem w wakacje!
* byłem w moim ukochanym mieście Berlinie, aż blisko 2 tygodnie;
* odnowiłem kontakty z kolegą tu jako Art, od czasu do czasu wpada do mnie i do Miśka - pogadać, wypić lampkę wina, czy jakieś piwo;
* powróciłem na osiedle na którym chciałem mieszkać, ba nawet ten sam blok, tylko klatka inna :d;
* prowadziłem kurs dla dzieci i dla starszych - fajna przygoda;
* zaangażowałem się w kilka projektów, krajowych i międzynarodowych;
* związek rozkwita;
* udało mi się pozbyć kilku zobowiązań finansowych - w zamian przybyły inne, naturalna kolej rzeczy <chyba>;
* kontakty z rodziną mam dość dobre;
* z bratem jakoś częściej rozmawiam(y);
* zdrowie też nie najgorzej;
* w pracy się pogorszyło, za sprawą nowego roku zmian zaszło sporo, a tym samym spadło na mnie sporo obowiązków, dodatkowo taka niemiła i niewdzięczna atmosfera się wytworzyła;
* duszę się w pracy, gdy moje działania są umniejszane i zarzuty o nieróbstwie stawiane;
* spotkałem się kilka razy z koleżankami ze studiów <3;
* UP mam jedną przyjaciółkę (tak Ciebie i przepraszam, że wpisuję Cię po edycji tutaj - patrz mail ;-)).

Nowy rok, czyli czas postanowień, a u mnie hm... kiepsko z nimi.

* zmiana miejsca pracy - na inną wyspę, albo ??? może zupełnie inny ląd?
* poprawa stosunków ze znajomymi i przyjaciółmi!!!!;
* więcej optymizmu;
* mój pracoholizm zamienić w lenistwo - tak, tak... za dużo czasu poświęcam wyspie, a nic z tego poza pretensjami nie mam;
* więcej odpoczywać;
* weekendy mieć wolne;
* przeczytać więcej książek niż w tym roku;
* częściej pisać na blogu;
* zacząć jakiś sport - bieganie regularnie, albo rower;
* zostać posiadaczem iPhona :) <3;
* mieć postanowienia;
* mieć swoje zdanie;
* nie ulegać innym;
* rozluźnić się;
* zrobić coś szalonego - tylko w pozytywnym znaczeniu tego słowa;
* spędzić trochę czasu w moim ukochanym mieście Berlinie;
* częściej pisać tradycyjne listy, kartki świąteczne;
* spędzać czas na łonie natury;
* ograniczyć słodycze - nie wiem jak to zrobię;
* nie robić zakupów w niedziele - to już 2 raz jest moim postanowieniem - w zeszłym roku nie dałem rady wytrzymać;
* na zakupy chodzić z listą zakupów;
* zwiedzić Warszawę;
* zwiedzić Poznań/Wrocław/Kraków;
* przeprowadzić się do jednego z ww miast, ew. Gdańsk ;-);
* Coming Out przed Leną - zbieram się do tego od dłuższego czasu...;

No to tak na tę chwilę moje postanowienia, ile z nich się spełni okaże się za rok ;-) Fajnie będzie spojrzeć na tę listę po roku czasu i podsumować to co się udało, a co niestety nie...

Tym samym życzenia:

Zdrowego, szczęśliwego Nowego Roku

By był dla każdego z Was,
z osobna i dla wszystkich razem, 


rokiem nie gorszym niż miniony, 
a owocniejszym w uczucia!
Udanego skoku do 2018 roku!!!


P.S. Ja w tym roku Sylwestra spędzę w obecności Art'ka i jego nowego chłopaka - no dobra póki co kolegi - a czy zaowocuje ta znajomość w coś więcej czas pokaże... Wpadają do mnie na małą domówkę. Misiek niestety nadal daleko w świecie. Ale już nie długo wraca i to najważniejsze :)

wtorek, 26 grudnia 2017

Zmęczenie materiału

Pomijając życzenia świąteczne, to bardzo damo nie pisałem co u mnie.

To zaniedbanie to wynik mojego pracoholizmu. Jak inaczej nazwać ten stan kiedy idziesz rano do pracy, niby ją kończysz ok. 16 i wracasz do domu, ale dalej pracujesz, bo jak nie sprawdziany, testy i inne prace, to sprawy dokumentacji, materiałów, sprawozdania, raporty, notatki prasowe i inne pierdu pierdu. Jak się potem okazuje mijają niespełna 3 miesiące a ja nie miałem chwili by napisać prosty post, co u mnie.

W podziękowanie dostaję słowa "docenić młodych to spoczną na laurach"  - czyt. pochwaliłem i teraz nic nie robisz.
Po tych słowach krew zawrzała za zamkniętymi drzwiami gabinetu pana Sz. Dość wybuchowo zareagowałem i spytałem czego nie robię, tylko konkretnie proszę, bo nie mam sobie nic do zarzucenia, no i miałem rację, to były tylko puste słowa, bo nie miał nic mi do zarzucenia, owszem jakby chciał to mógłby się przyczepić do nie policzonych godzin na koniec miesiąca, czy nie wpisanego tematu, ale poza tym?
Szybko opuściłem gabinet i przez długi czas nie zaglądałem tam, jak już to tylko służbowo. Od tamtych słów moje nastawienie i podejście do tego człowieka uległo zmianie. Dziś o ile może nie stoję w opozycji, to jednak nie jestem traktowany zupełnie jako członek własnego obozu. Odczuwam takie rzeczy. Tak na prawdę to mi nie przeszkadza, ale uszczypliwości daje się odczuć. Ostatnio zgrzyt miał miejsce na korytarzu gdy zarzucono mi, że nie aktualizuję wiadomości z życia wyspy. Wtedy powiedziałem co myślę, że to nie moja wina, że inni nie przesłali materiału do publikacji, a ja za nich tego robił nie będę, co więcej był weekend i ja w weekend nie pracuję, to jest mój wolny, prywatny czas. A o weekend poszło, bo zarzut był, że ja nie mam czasu bo pracuję jeszcze gdzieś poza wyspą. Guzik komu co do tego. To mój czas wolny i jak go spędzam to moja sprawa, mogę pracować i panu Sz nic do tego.

Oj chyba z 2 tygodnie był gniew. I nie ważne już było, że organizuję to i tamto wydarzenie, że tu wycieczka, tu jakaś akcja, tu coś jeszcze i tam jakiś projekt, jeden i drugi i i i... To się nie liczy, bo w tamten weekend powinienem zrobić aktualizację, na życzenie.

Takie podejście jest nie do zaakceptowania. Dlatego zacząłem myśleć poważnie nad zmianą. Nawet zastanawiam się nad zmianą profesji. Bardzo by mi brakowało tego co teraz robię, nie chciałbym chyba robić czegoś innego, ale jestem na skraju wyczerpania nerwowego i co raz częściej myślę o zmianie, tym bardziej, że Kasia O., proponuje mi wyjazd do pracy za granicę.

Wiem, że wszędzie jest coś, co mierzwi, coś co gryzie, ale tutaj grono stało się rojem, które kąsa non stop.
W dodatku podopieczni mają za dużo pozwolone i rozwalają wszystko to co chce się z nimi zrobić. Nie pomagają rozmowy, uwagi, wezwania opiekunów, rozmowy z wychowawcą, pedagogiem czy samym Panem Sz. To wszystko jest dla nich śmieszne, w oczy się śmieją i mówią Ci, że i tak pójdą dalej. A ja głupi muszę robić piękne oczy do złej gry.
Są tacy agenci jak Agent 001, który szczeka, śpiewa psalmy, kwiczy, puszcza bąki, beka, pluje papierami, nie wspominając, że zaczepia innych i jest tak głośny, że nie da się normalnie funkcjonować. Potrafi położyć się plackiem i udawać trupa, po czym wstaje i się z tego śmieje.

Ma kilku naśladowców Agent 002 w zeszłym roku był jeszcze normalnym wychowankiem, w tym roku odbiło mu i naśladuje 001, ciągle się śmieje z tych głupot tamtego, robi to zawsze głośno tak by zwrócić na siebie uwagę. Zwracanie mu uwagi nie przynosi efektów.

Obok 001 i 002 jest 003, który nie robi totalnie nic. Ciągle przychodzi i zagaduje, ogólnie jest do ukształtowania, ale w czasie kiedy powinien się skupić i pracować wszystko go rozprasza. Non stop rozmawia.

Najlepszy jest 004, który ciągle się dąsa, jest wiecznie obrażony. Nie robi nic. Wystarczy, że go wywoła się do odpowiedzi, czy nawet rozmowy, to już jest nadąsany. Nigdy nie wie gdzie jesteśmy, zawsze ma odlot. Taki ufoludek z kosmosu, co to na ziemi musi za karę siedzieć.

Konkurent 004 to Agent 005 - łapie muchy i rozmawia z nim, śpiewa sobie, jęczy, stęka, nic mu nie pasuje tak jak 004. Ciągle rechocze jak żaba, ma wywalone na wszystko i wszystkich, ale mamusia jak oparzona lata i broni go. Ostatnio wpadła na mnie i zaczęła krzykiem rozmowę, więc ją sprowadziłem do pionu. Reakcja na mój tekst: "Jeśli Pani chce ze mną porozmawiać na temat Agenta 005, to zapraszam." była taka: a, nie, nie, nie, ja teraz to jadę do ... - No i na tym skończyliśmy owocną dyskusję.
Następnym razem sam ją zaczepiłem jak przyszła na wyspę, przedstawiłem zachowanie sprzed chwili i reakcja była taka: "Ja już nie wiem co mam robić. Pokazałam mu jakieś pismo i powiedziałam, że to skierowanie do ośrodka zamkniętego, ale on sobie nic z tego nie zdaje. (...) no wiem, że on to... tamto..." Po chwili rozlega się głos kolegi po fachu ooooo pani Xxx005, jak dobrze, że Panią widzę (...) dołączył kolega do rozmowy, a ja się pożegnałem. Efekt ŻADEN.

Agent 006 to mój wychowanek - od chmur nawracania... nie ma dnia by kogoś nie pobił, nie ma zajęć by czegoś nie zbroił, no chyba, że są to godziny ze mną, bądź też inną koleżanką - a na pozostałych godzinach jest zakałą grupy. Nie było chyba dnia bym nie usłyszał o nim czegoś negatywnego.
Wezwania rodzicieli nie pomagają, oni sobie z nim nie radzą. Ostatnio pobił rówieśniczkę z grupy. Nim dobiegłem do niego to jeszcze kilka razy ją kopnął. Wezwanie rodzicielki nie wiele pomogło. Poza płaczem jej i jego, poza rozmową - efektów nie widać. Jest na celowniku do odstrzału, ale co to da, że spadnie i dołączy do innej grupy... Nie wiem już jak tu postępować, rozmowy z pedagogiem, panem Sz. i mną nie pomagają. Inni rodziciele powiedzieli już konkretnie to był taki ostatni wybryk, następny skończy się włączeniem w to służb porządkowych - czy to coś zmieni, że przyjedzie policjant? Czy coś zmieni jeśli znowu pojawi się KO, albo ktoś z nadzoru? Nie wiele bo w przypadku zarówno 006, 005 i 001 należałoby skierować sprawy do sądu o umieszczenie ich w ośrodkach zamkniętych, gdzie będzie rygor, jasne reguły i granicę. Tu nie można nic, poza zwróceniem uwagi i to jeszcze tak by nie urazić takiego delikwenta, bo on przecież ma prawa, a ja obowiązek...

To tylko kilka przykładów agentów z którymi przyszło się mierzyć. Nie napisałem wszystkiego, ale tu większość to jedna z grup która stała się koszmarem, bo praca w niej jest niemalże niemożliwa. Co z tego, że się staram, przykładam i przygotowuje coś, jak koniec końców nie jestem w stanie zrobić nawet 1/4 całości... A na prawdę mało planuję. Zrobienie 5 przykładów z jednego zadania to jest cholernie mało...

A potem spotykam się z rozliczaniem za sukcesy i porażki, oczywiście tu porażka, bo jak można kiedy grupa oporna na wiedzę i nie robi nic, poza przeszkadzaniem. Rodzice zarówno 001 jak i pozostałych nie radzą sobie z nimi. Wielokrotnie prosili o pomoc, tylko jaką?

Brakuje mi już pomysłów na usprawnienie funkcjonowania tej wyspy, tracę chęci i jakiekolwiek nadzieje na to, że może tam być jeszcze normalnie, tak by się chciało chcieć.

Nie wiem czy na pozostałych jest tak samo. Znajomi z którymi rozmawiam, twierdzą, że to jakiś ewenement. Nie spotykają się z tyloma absurdami, choć i u nich nie brakuje agentów pokroju 001.

Czy to jest to bezstresowe wychowanie wyniesione z domu? Czy to jest nazywając rzeczy po imieniu brak opieki rodzicielskiej, brak miłości, uwagi i czasu okazanego dziecku?